piątek, 4 sierpnia 2017

Rozdział 31: Bez kłamstw

7 lipca 2017r.
Od wyprowadzki Agnieszki i Wielkiego Wybuchu w życiu Kotów minął miesiąc. Trudny, długi i cichy czas, w trakcie którego wszyscy próbowali się jakoś pozbierać i zrozumieć zaistniałą sytuację. Jednak nikt nie był w stanie zrozumieć i poczuć tego, co czuł Maciek. Dwudziestosześciolatek prawie z nikim nie rozmawiał, czas zabijał na ćwiczeniach, na treningach starał się wyładować całą frustrację na sprzęcie, co jednak miało różne efekty. Wiedział, że musi się pozbierać, za tydzień miały odbyć się pierwsze zawody Letniej Grand Prix, nie mógł pozwolić sobie na spadek formy – zbyt długo na nią pracował. Starał odciąć się od wszystkich zbędnych wspomnień, które i tak nachodziły go w nocy. Ze swoją byłą narzeczoną nie chciał mieć nic wspólnego. Nie mógł znieść tego bólu, który rozrywał go od środka.
Maciej opłukał twarz zimną wodą rozchlapując przy tym kilka kropel po łazience. Miał dość. Nigdy nie sądził, że jego związek z Agnieszką rozpadnie się w jednym momencie. Nawet przez myśl mu nie przemknęło, że dziewczyna będzie w stanie zrobić mu coś takiego. Nie wiedział co nią powodowało, ale chyba nawet nie chciał wiedzieć. Jeszcze rok temu myślał, że z Lewkowicz połączy go święty węzeł małżeński, w ów czas jednak ona powoli się od niego oddalała. Okłamywała go przez co najmniej pół roku.
Chłopak spojrzał na swoje odbicie w lustrze. Był blady, miał przekrwione i podkrążone oczy, a jego twarz miała dziwnie żółty odcień. Wyglądał jak zupełnie ktoś inny. Doskonale wiedział, że musi wziąć się za siebie, jeśli nie chce porażki już w pierwszym konkursie.
Wyszedł z łazienki, zszedł na dół i powłóczył nogami w stronę kuchni. Zapowiadał się naprawdę ładny dzień, ale jakoś nie potrafił się z niego cieszyć. Różowo-pomarańczowe niebo o poranku nie wywoływało w nim żadnych uczuć, choć kiedyś potrafił pół godziny stać przy oknie w kuchni i podziwiać wschód słońca z parującym kubkiem herbaty w ręce. Zatrzymał się pośrodku pomieszczenia nieobecnym wzrokiem spoglądając w stronę okna.
- Wszystko w porządku? – głos siostry zaskoczył go, aż dygnął.
Spojrzał na Julię czerwonymi oczami. Od miesiąca nie wysypiał się na tyle, na ile powinien. Za każdym razem, gdy zamykał oczy i powoli zapadał w sen przed oczami widział twarz Agnieszki, a w głębi jego głowy szumiały jej słowa.
…Nie rób mi tego…
…kochałam cię. I nadal cię kocham…
…byłeś wtedy na zawodach…
…czułam się bardzo samotna…
- Maciek? – Julka zrobiła kilka kroków w stronę brata. – Chcesz o czymś pogadać?
Słowa brunetki dobiegały do niego jakby z oddali, dopiero zapach jej czarnej kawy sprawił, że się ocknął.
- Nie, jest okej – mruknął jedynie i odwrócił się na pięcie, w stronę aneksu kuchennego.
Julia doskonale wiedziała, że wcale nie jest okej, ale postanowiła nie drążyć tematu. Uznała, że brat sam dojrzeje do rozmowy z nią i wtedy sam przyjdzie. W prawdzie wyglądał jak kupka nieszczęścia i strasznie chciała mu pomóc, ale wiedziała, że naciskanie na brata nic tu nie pomoże. Musiał najpierw powalczyć z samym sobą, żeby móc opowiedzieć komuś, co czuje. Szczególnie, że sam zamknięty był w pułapce sprzecznych uczuć. Dopóki nie znajdzie sposobu, żeby się z niej wydostać, nie będzie w stanie nikomu wyjaśnić co dzieje się w jego umyśle.
Wiedział, że to, co zrobiła Agnieszka było niewybaczalne, ale nadal czuł tlący się płomień miłości, jednak w chwili, gdy dowiedział się o zdradzie znienawidził ją. Nie mógł tego zrozumieć. Wszystkie jego myśli i uczucia tworzyły takie kłębowisko, że nie potrafił go rozsupłać. Czuł się bezradny, jakby ktoś zabetonował mu stopy i wrzucił do rzeki.
* * * * *
Julia weszła do kuchni żwawym krokiem, jednak przystanęła na chwilę zauważając brata. Maciek siedział przy stole nieobecny, jedynie ponuro grzebiąc łyżką w misce pełnej leczo. Serce pękało jej co raz bardziej z każdym spojrzeniem na jego wątłą sylwetkę i ponurą twarz.
- Jak się czujesz? – zapytała.
Podniósł na nią wzrok.
- A jak byś się czuła, gdyby ktoś powiedział ci, że będziesz mieć dziecko, a później okazało się, że nie jest twoje, a ty już zastanawiałaś się czy lepiej będzie nazwać je Norbert czy Darek?
Julia spuściła wzrok. Ta sytuacja przygnębiła wszystkich członków rodziny.
- Przepraszam, przykro mi – zrezygnowała z dalszych pytań. Nie chciała rozdrapywać niezagojonych jeszcze ran.
- Nie musisz, to nie twoja wina – powiedział spoglądając w przestrzeń.
Widać było, że naprawdę zdążył pokochać to dziecko.
* * * * *
Wieczór był ciepły i przyjemny. Julia siedziała w altanie z otwartym laptopem i dopracowywała tekst, by mógł pójść w najnowszym wydaniu. Oprócz szelestu liści oraz gry świerszczy w ogrodzie słychać było jeszcze tylko stukot klawiszy. Jej palce zwinnie poruszały się po czarnych przyciskach, doskonale znając ich rozkład. Julia usłyszała szmer trawy dochodzący zza jej pleców, lecz go zignorowała kończąc myśl kilkoma stuknięciami.
- Możemy pogadać? – usłyszała zachrypnięty głos brata i od razu oderwała się od pracy, spoglądając na brata.
Przyjrzała mu się uważnie. Miał poważną minę i szkliste oczy, dłonie zacisnął w pięści, aż pobielały, nerwowo przestępował z nogi na nogę. Brunetka zamknęła laptopa z głośnym klapnięciem.
- Chodź – powiedziała cicho, wystawiając rękę w jego stronę.
Chłopak powoli podszedł do niej i usiadł zostawiając między nimi małą przestrzeń, a następnie wylał wszystkie swoje smutki i żale, aż nadeszła noc, a chłopak ukrył łzy w jej mroku.
Julka nie siliła się na tanie „Wszystko będzie dobrze” lub „Jakoś się ułoży”, bo wiedziała, że to tak nie działa. Cierpiących nie wolno zbywać zwykłymi słowami, które ukazują naszą obojętność. Trzeba ich wspierać choćby samą obecnością, ramieniem, w które można się wypłać, bo żadne słowa nie są w stanie złagodzić żalu i bólu, który te osoby czują. Nikt nie jest w stanie zrozumieć ich uczuć w stu procentach, ale jeśli chociaż próbuje, to jest to przydatne i pomocne. Nawet jeśli to niewiele.
14 lipca 2017r.
Kolejny tydzień przyniósł więcej łzawych nocy i słonecznych dni, którymi Maciek starał się cieszyć, jak kiedyś. Poranna herbata nie smakowała już tak samo jak kiedyś, był bardziej gorzka oraz cierpka i nawet trzy łyżeczki cukru nie zbywały tego smaku, ale mimo to chłopak przestał ignorować członków rodziny, znowu jadał normalnie i spędzał czas ze znajomymi. Chciał przynajmniej sprawiać pozory, że nic mu nie jest. Poniekąd nawet mu się to udawało. Dopiero wieczorami, gdy dzień zmieniał się w noc i wszystkie żywe kolory przygasały, brunet czuł przygnębienie. Zwykle w takich chwilach po prostu pukał do drzwi siostry, by trochę razem posiedzieć i porozmawiać na błahe tematy.
Jakiś cudem to działało. Rozmowy o pogodzie i dziwnych perypetiach życiowych Piotrka Żyły przynosiły ukojenie. Agnieszka co raz rzadziej pojawiała się w jego snach, choć minął ledwie tydzień, odkąd przestała nawiedzać go codziennie.
Ta noc była inna niż wszystkie. Około drugiej obudził się z zapartym tchem, a następnie, nie bacząc na godzinę,  poszedł do pokoju siostry i szarpnięciem ramienia wyrwał ją z głębokiego snu. Wydawała się zdezorientowana i lekko przerażona, ale gdy tylko chłopak zapalił światło, odetchnęła z ulgą.
- Co się stało? – wymamrotała przecierając twarz dłonią.
- Miałem dziwny sen – powiedział tylko, a ona od razu zrobiła mu miejsce na łóżku. Chłopak oparł się plecami o lawendową ścianę, a następnie wbił wzrok w wiszące naprzeciwko zdjęcie całego rodzeństwa przed wyjazdem Julii na studia. – Widziałem w nim dziecko. W zasadzie nic się nie działo, ale patrzyło na mnie i miałem wrażenie, jakby się  uśmiechało.  Wiesz co było w tym najdziwniejsze? – spojrzał na siostrę i nie czekając na odpowiedź kontynuował. – Że było nagie, wśród ciemności i czerwieni. Samotne i bezbronne…
Zamilkł, Julia nie odezwała się czekając, czy Maciek nie zechce dodać jeszcze czegoś.
- Wiesz, pomachało do mnie – uśmiechnął się blado, prychając przy tym cicho. Mimo względnej radości, jego oczy zaszkliły się. – Było piękne – dodał po czym spuścił głowę, zakrywając twarz dłońmi.
- Hej… hej, spokojnie – powiedziała delikatnie Julia. – Wiem, że nastawiłeś się na to dziecko i to dla ciebie wielka strata, ale na pewno spotkasz jakąś dziewczynę, która okaże się tą jedyną i będziecie mieć gromadkę pięknych dzieci. Okej? – potarła jego ramię z otuchą.
- Nie rozumiem, najpierw dała mi nadzieję, a później zwyczajnie wyrwała mi serce – wybełkotał w swoje dłonie, po chwili podnosząc wzrok na twarz brunetki. – Gdyby powiedziała mi od razu, jakoś bym to przełknął, ale ona wolała kłamać i zgrywać się przez pół roku…
- Też mam do niej wielki żal, ale tak naprawdę nie wiemy, co nią powodowało. Może bała się ciebie stracić?
- Więc najpierw mnie zdradziła, a później wolała mnie okłamywać? – żachnął się. – Zwyczajnie zagrała mi na nosie – mruknął z żalem.
Serce Julii krajało się na widok stanu brata. Nie potrafiła mu pomóc. Zdrada to jedno z najgorszych rzeczy, jakie można zrobić drugiemu człowiekowi. Czy, gdyby Łukasz ją zdradził, wybaczyłaby mu? Raczej nie, więc nie mogła oczekiwać tego od brata. Nigdy nie lubiła Agnieszki, ale obarczanie jej całą winą sprawiało, że Julka czuła się z tym zwyczajnie źle.
- Mogę coś dla ciebie zrobić? – zapytała chwytając dłoń dwudziestosześciolatka.
- Tak – odparł od razu. – Opowiedz mi coś – poprosił.
Trzydziestolatka delikatnie zmarszczyła brwi.
- Co? – dopytała.
Chłopak wzruszył ramionami.
- Nie wiem… Co u ciebie i Łukasza? – spojrzał jej w oczy.
Na dźwięk jego imienia po plecach przebiegł jej przyjemny dreszcz.
- Cóż, chyba wszystko w porządku… Dziś wzięłam wolne w pracy i jadę z wami na zawody, więc się zobaczymy – uśmiechnęła się delikatnie. – Stęskniłam się za nim, ale wytrzymam jeszcze troszkę – zachichotała krótko.
Kocur uśmiechnął się półgębkiem, oczy mu rozbłysły. Nawet jeśli on nie znalazł szczęścia w miłości, cieszył się szczęściem swojej siostry. Porozmawiali jeszcze chwilę, po czym Julka wygoniła brata do łóżka, żeby wyspał się przed zawodami. Rano trzeba jakoś wstać.
* * * * *
Zapach kawy wydawała się Julce jedynym powodem, dla którego warto było żyć. Nocna rozmowa z Maćkiem dawała teraz o sobie znać. Na szczęście chłopak zasnął w trakcie jazdy do Wisły i teraz był jak nowo narodzony, jednak jego siostra potrzebowała wsparcia, ponieważ, mimo zmęczenia, nie dała rady zmrużyć oka w trakcie jazdy. Termos, który trzymała w ręce wydawał się jedynym ratunkiem.
Wszystko zmieniło się, gdy tylko weszli do Wioski Smerfów, a ona zobaczyła, wtedy jeszcze stojącego do niej tyłem, trenera Włoskiej kadry. Jakby wyczuwając jej obecność, odwrócił się przez ramię i uśmiechnął na widok Kotówny.
- Łukasz! – pisnęła i wystartowała do niego biegiem.
Mężczyzna odwrócił się do niej frontem i rozłożył ramiona na boki, dziewczyna wykonała naskok na obie nogi, a wybijając się z nich wskoczyła w jego ramiona. Kruczek zaśmiał się gardłowo, robiąc kilka kroków w tył. Trzydziestolatka odchyliła się trochę, by spojrzeć mu w twarz, a to co zobaczyła w jego oczach, przyprawiło ją o szybsze bicie serca.
Czysta miłość – zdawały się krzyczeć iskierki w jego oczach. Pocałował ją delikatnie i postawił na ziemię.
- Wystarczyłoby zwykłe „cześć”, wiesz? – zażartował.
- Nie wystarczyłoby – Julka pokręciła głową i wspięła się na palce, by ponownie skraść mu całusa.
Łukasz przytulił ją do siebie, obejmując delikatnie jej talię. Nagle brunetka zapomniała o kawie, ciemny napój nie był jej już potrzebny. Dziewczyna wtuliła się w niego z uśmiechem na ustach.
- Wiesz, to o wiele łatwiejsze… - wymamrotała w jego klatkę piersiową.
- Co takiego? – spojrzał w dół, gdy zadarła głowę, by na niego spojrzeć.

- Kochać, gdy nie trzeba się z tym ukrywać – powiedziała, a siwiejący przy skroniach mężczyzna ponownie złączył ich usta w pocałunku.

==============================================
Ju-hu!
Powróciłam :)
Ten rozdział bardziej poświęcony Maćkowi niż Julce i Łukaszowi, ale proszę zrozumieć - on jest w trudnej sytuacji! Także no...
Na dziś tyle, a ja się żegnam :)
Buziaki xxx

2 komentarze:

  1. Właśnie już tu miałam krzyczeć: "Gdzie ŁukaszLukasz, gdzie Łukasz?!?!?!" a tu tadam jest :D
    No cóż Maciuś jeszcze troche pocierpi, ale w końcu mu przejedzie i będzie dobrze :)
    Jeszcze odnośnie Julki i Łukasza to śmiać mi się chcę jak próbuje sobie wyobrazić ludzi w ich wieku w takiej sytuacji xd ja rozumiem nastolatków to nawet normalny i codzienny widok, ale jak wyobrażam sobie siwiejacego pana z dorosłą poważną kobietą w takiej sytuacji to masakra :P
    Dobra czekam na następny :D
    Życzę dużo weny i pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A kto Ci, moja droga, powiedział, że ona jest poważną kobietą? Poza tym "siwiejący PAN" zdecydowanie postarza mi tutaj Łukasza, a tak nie można! Nie mogłoby go tu zabraknąć, w końcu Wisła LGP - jedyne czego mi tu brakuje to chorągiewka Italii. No bo, ludzie kochani, kto to widział, żeby trener musiał kawałkiem tekturki zamiast szmatki machać? Szczyt! Szczyt po prostu!
      Pozdrawiam także, buziaki xxx

      Usuń