piątek, 22 września 2017

Rozdział 33: Więcej

15 września 2017r.
- Cześć, kochanie! – powiedziała radośnie Julka, odbierając telefon.
- Cześć – odpowiedział. – Mam do ciebie prośbę – zaczął Kruczek, zawieszając głos.
- O co chodzi? – zmartwiła się dziewczyna, przyciskając guzik wzywający windę.
- Mogłabyś pojechać do mojego domu? W moim gabinecie, na biurku powinny być pewne dokumenty, których zapomniałem ostatnio zabrać z Polski – wyjaśnił.
- Och, w porządku. Nie strasz mnie tak więcej, myślałam, że coś się stało poprosiła Julia.
- Nie – prychnął cicho. – Wszystko ze mną w porządku. A co u was?
- Też dobrze. Można tak powiedzieć. Jest lepiej niż gorzej, tak mi się wydaje – starała się powiedzieć w miarę prosty sposób.
- Co się stało? – zapytał, gdy drzwi windy otworzyły się,
- Agnieszka urodziła, to tak w dużym skrócie. Oddzwonię do ciebie, jak wrócę do domu. Właśnie wsiadam do windy, a w niej nigdy nie ma zasięgu.
- Dobrze, w takim razie pa.
- Kocham cię – powiedziała na prędko.
- Ja ciebie też – zaśmiał się Łukasz.
Drzwi windy zamknęły się i sygnał się urwał.
- Bunkier – mruknęła z niezadowoleniem dziewczyna, wciskając guzik na panelu.
Wyszła z firmy i rozejrzała się po parkingu. Brat zaproponował jej, ze odbierze ją po pracy, więc teraz tylko musiała znaleźć subaru Maćka. Ruszyła w jego stronę, wsiadła, zapięła pas, a chłopak dopiero wtedy odpalił silnik.
- Musimy jeszcze podjechać do domu Łukasza – poprawiła się w fotelu.
- Czemu? – zdziwił się Kocur i rzucił siostrze pytające spojrzenie.
- Po jakieś dokumenty, nie wiem do końca. Wiesz, ta winda – westchnęła.
- Tak, wiem. No dobrze, skoro trzeba, to pojedziemy – uznał dwudziestoparolatek.
Pół godziny później byli już na miejscu, chłopak zgasił silnik.
- Idziesz ze mną? – zaproponowała Julka.
- Sam nie wiem – wzruszył ramionami.
- Chodź, poznasz Darka. To miły chłopak – powiedziała odpinając pas.
- Darka? – zmarszczył czoło brunet.
- No tak, wynajmuje dom – wysiadła.
Maciek również wysiadł.
- W sumie, mogę wejść na chwilę – wzruszył ramionami.
- To chodź, bo mi zimno – wzięła go pod ramię i pociągnęła w stronę drzwi wejściowych.
Kotówna zastukała dwa razy, a następnie czekała, aż ktoś im otworzy. Klamka nacisnęła się, zza drzwi wyłoniła się drobna szatynka o szarych oczach.
- Dzień dobry – uśmiechnęła się dziewczyna do Julki.
Maciek podniósł wzrok. Zesztywniał, gdy tylko spojrzenie dziewczyny przeniosło się na niego. Z jednej strony przypomniała mu Agnieszkę, jednak z drugiej była zupełnie inna. W dodatku te duże oczy, drobne usta, uroczy wyraz twarzy. Była piękna.
- Hej – odparła wesoło trzydziestolatka. – Mogę wejść? – zapytała.
- Pewnie – przepuściła ich w przejściu.
- To mój brat, Maciek, a to jest siostra Darka, Maja – przedstawiła sobie nieznajomych.
- Majka – dziewczyna uśmiechnęła się, wystawiając w jego stronę dłoń.
- Maciek – uścisnął ją, odwzajemniając uśmiech.
Julka spojrzała na brata, kolana prawie się pod nią ugięły, gdy zobaczyła iskry w oczach chłopaka. Nie tańczyły tak, jak przy spojrzeniu na Agnieszkę, nie jarzyły się tak mocno, jak przy Lewkowicz, ale były. Tylko, czy Maciek był odpowiedni dla Mai Bukowskiej? A Maja była właściwa dla Kota? Nie chciała wyciągać wniosków zbyt pochopnie, więc powiedziała tylko:
- To ja pójdę, bo te dokumenty – i odeszła.
Trzydziestolatka weszła po schodach, a następnie weszła do gabinetu. Podeszła do biurka, po drugiej stronie pomieszczenia, na wierzchu małej sterty papierów leżała szara teczka. Dziewczyna była pewna, że to właśnie o nią prosił Łukasz. Podniosła szary przedmiot, po czym zamarła, widząc małe, czerwone pudełko z kokardką na wieczku.
- Wszystkiego najlepszego, kochanie – usłyszała za sobą.
Odwróciła się przez ramię ze łzami w oczach. Kruczek stał w drzwiach pomieszczenia ubrany w szarą koszulę z podwiniętymi rękawami i czarne spodnie. Nie mogła uwierzyć w to, że tu jest. W dodatku zwabił ją tu podstępem. Ruszył powoli w jej stronę, zatrzymał się tuz przy niej, wziął pudełeczko, a następnie uklęknął na jedno kolano.
- Julio Kot, nie chcę czekać w niepewności ani minuty dłużej, więc proszę, oszczędź mi tego, odpowiadając szybko – wziął głęboki wdech. Jego dłonie drżały delikatnie ze zdenerwowania. – Wiem, że nie dam ci dzieci, a życie ze mną nie będzie jak z bajki, ale to pytanie prześladuje mnie po nocach. Czy zostaniesz moją żoną? – powiedział drżącym głosem, najspokojniej jak potrafił.
Po twarzy dziewczyny spłynęła łza, gdy szybko potaknęła, zagryzając wargi. Mężczyzna delikatnie ujął jej dłoń, wsunął srebrny pierścionek na serdeczny palec błękitnookiej i wstał.
- Mam nadzieję, że prezent ci się podoba – powiedział.
- Jest piękny – szepnęła, spoglądając na połyskujące oczko. – Co ty tutaj robisz? – ściągnęła brwi.
- Spodziewałem się bardziej radosnej reakcji na mój przyjazd – bąknął.
- Jestem szczęśliwa, tylko nie wiem, jak to możliwe, że tu jesteś – poprawiła mu kołnierzyk.
- Udało mi się wziąć kilka dni wolnego – chwycił ją za nadgarstki. – Chciałem sprawić ci najlepszy prezent urodzinowy – uśmiechnął się.
- Trochę to samolubne, nie uważasz? – zapytała żartobliwie.
- Tylko troszeczkę – pocałował ją w czoło.
- Ale wiesz, że urodziny mam dopiero w poniedziałek? – zapytała po chwili.
- Oczywiście, że wiem. Ale nie mogłem się doczekać, żeby cię zobaczyć – przytulił ją do siebie.
Julia wtuliła się w niego.
- Tęskniłam – szepnęła oplatając go ramionami w pasie.
- Ja też, dlatego tu jestem – pogładził ją dłonią po plecach.
Nastała cisza, wśród której istnieli tylko oni. Stali wtuleni w siebie, zastygli w bezruchu ciesząc się obecnością drugiej osoby. Mogliby tak trwać przez wieczność. Jednak rozmowa telefoniczna, którą przeprowadzili prawie godzinę temu wróciła do głowy Łukasza jak bumerang.
- To co z tym Maćkiem? – zapytał po chwili.
- Och, długa historia, ale przynajmniej część jej już znasz. Spotkałam ostatnio Agnieszkę, urodziła chłopca, jest naprawdę piękny, ale nie o to tu chodzi. Nazwała go Norbert Dariusz. To Maciek wybrał te imiona, gdy się dowiedział znowu się załamał. Ale chyba w końcu z nim lepiej. Tak mi się wydaje – uśmiechnęła się blado. – Chodź, napijemy się herbaty – odsunęła się od niego i pociągnęła w stronę drzwi, a następnie schodami na dół.
Z parteru było dobiegały śmiechy i gwar rozmów, Julka zdziwiła się i jednocześnie ucieszyła słysząc śmiech swojego brata. Po cichu zeszli na dół, przyglądając się Maciejowi i Majce z ukrycia.
- Chyba już mu lepiej – stwierdził cicho Łukasz.
Trzydziestolatka zaśmiała się skrycie.
- Chyba masz rację – wtuliła się plecami w tors czterdziestolatka. – Powiemy im o nas? – szepnęła.
Łukasz zamilkł. Julia wsłuchała się w rytm jego serca oraz świsty powietrza przy każdym oddechu.
- Sądzę, że najpierw powinni dowiedzieć się twoi rodzice – uznał w końcu.
Brunetka pokiwała głową.
- A co z twoimi? – odwróciła się w jego ramionach i spojrzała mu w oczy.
- Moi rodzice? Dowiedzą się przez telefon – wzruszył ramionami, jednak widząc wzrok narzeczonej pospieszył z wyjaśnieniami. – Mieszkają teraz pod Grudziądzem, dawno się z nimi nie widziałem – wyznał.
Mężczyzna posmutniał, żal mu było tego straconego czasu. Od lat nie widział tak bliskich mu osób. Tęsknił za nimi, bardzo chciał zobaczyć ich ponownie.
Julka pocałowała go delikatnie w jabłko Adama.
- Nie mogę się doczekać, żeby ich poznać – uśmiechnęła się z otuchą, a następnie zsunęła pierścionek z palca i wsadziła go do kieszeni na piersi czterdziestolatka. – Założę go, gdy będziemy jechać do rodziców – smagnęła kciukiem dolną wargę jego ust, sprawiając, że uśmiechnął się delikatnie.
- Kocham – szepnął.
- Kocham – odpowiedziała, a potem przeszli do salonu, gdzie rozmawiali Maja z Maciejem.
Droga do domu Kotów była bardzo emocjonująca zarówno dla Julii, jak i dla Łukasza. Maciek jechał swoim samochodem, by być wcześniej niż oni, ale nie wiedział dlaczego. W samochodzie Julka zadzwoniła do Kuby, żeby przyszedł razem z Asią do rodzinnego domu. Emocje narastały z każdą chwilą, ale zdecydowanie było to pozytywne napięcie.
Gdy tylko samochód Łukasza wjechał na podjazd pod dom Kotów, Julia wiedziała, że coś jest nie tak. Na zewnątrz stał jeszcze jeden samochód. Należał do Kamila.
Ogromna gula wyrosła w gardle trzydziestolatki i nawet dotyk ramion Łukasza nie był wstanie poprawić jej samopoczucia. Wiedziała, że informacja o zaręczynach zaboli trzydziestopięciolatka. A ona nie chciała nikogo ranić.
Przekraczając próg domu nogi miała jak z waty, nie mogą także opanować galopującego serca, krew szumiała w jej uszach.
- Będzie dobrze – zapewnił ją, uśmiechem maskując grymas bólu.
Próbował sobie wmówić, że to od lotów samolotem i zmiany otoczenia, ale bóle zdarzały się coraz częściej, a on nie wiedział jaka jest ich prawdziwa przyczyna. I bał się dowiedzieć.
Pocałował delikatnie skroń dziewczyny, a następnie podążył za nią w głąb mieszkania.
- Jesteśmy – oznajmiła Julka radosnym głosem.
- Czekamy w salonie – poinformował ją dźwięk głosu mamy.
Weszli do pomieszczenia, kiwnięciem głowy witając się ze wszystkimi.
- Dobry wieczór – przywitał się ciepłym tonem czterdziestolatek.
- Łukasz! – ucieszył się papa Kot. – Dawno cię nie było, wchodźcie, wchodźcie – zachęcił uradowany.
- Pozwolicie, że najpierw chwilę postoimy – powiedziała Julka.
- Bo… mamy wam coś do powiedzenia – dokończył Kruczek.
Mama Kot pokiwała głową na zachętę, żeby jak najszybciej dowiedzieć się, co mają do przekazania.
- Łukasz mi się oświadczył…
- …a ona się zgodziła – uniósł jej dłoń, by zaprezentować błyszczący pierścionek.
- Och, to cudownie!
- Świetnie!
Zachwycali się wszyscy, przekrzykując przedmówcę. Kotówna była zadowolona z tej reakcji, jednak nie umknęło jej smutne, uciekające spojrzenie Kamila, który stał w kącie pomieszczenia przytłoczony nowiną. Odbił się od ściany i ruszył w ich stronę, a następnie podszedł, by przytulić ją.
- Moje gratulacje – powiedział gardłowym głosem.
Błękitnooka delikatnie uścisnęła jego dłoń. Aktualnie był jej najlepszym przyjaciele zaraz po Maćku. Dziewczyna jednak nie miała szansy na choćby próbę rozmowy, bo chwilę później wokół jej szyi oplotły się ramiona bratowej, Asi.
Miała tylko nadzieję, że nie utraci ani Kamila, ani jego przyjaźni. Kochała go, choć nie mógł równać się z Łukaszem. Kochała go i zrobiłaby dla niego wiele, ale dla Łukasza zrobiłaby jeszcze więcej.


========================================


Co tu dużo gadać? Trzeba to powoli kończyć, drodzy Państwo. Taka jest prawda. Może trochę za szybko się to potoczyło, bo ileż oni się znają, ale z drugiej strony... no ile oni mają lat? Co do oświadczyn, to sądzę, że Łukasz powiedział wszystko. 
Nie maglujcie mnie za bardzo, proszę.
Do następnego, kiedykolwiek to będzie miało miejsce.

Buziaki xxx