piątek, 2 lutego 2018

Rozdział 34: Kalejdoskop

16 listopada 2017r.
Łukasz wyjechał kilka dni po oświadczynach, co sprawiło, że Julka chodziła nieco smutniejsza, na szczęście istniał Internet, dzięki któremu komunikowali się niemal codziennie. Oboje powoli zaczęli planować ceremonię ich ślubu, ponieważ uznali, że nie należy z niczym zwlekać. Asia odwiedzała rodzinny dom swojego męża częściej niż zwykle, co jakiś czas przynosząc nowe katalogi ślubne, które wciąż miała w swoim domu. Dzięki umiejętnościom plastycznym obu dziewczyn, powstał nawet uroczy, choć wstępny projekt sukni ślubnej. Kamil nie odsunął się od rodziny Kotów, choć wiadomość o zaręczynach nieco go przytłoczyła. Wciąż przecież był przyjacielem Julii, choć nie był w stanie podzielać jej entuzjazmu z okazji planowanej ceremonii.
Tego wieczora siedzieli razem w salonie, pijąc gorącą herbatę z imbirowym aromatem. Maciek właśnie wrócił do domu ze spaceru, gdy zadzwonił telefon trzydziestolatki. Szybko poderwała się i spojrzała na ekran urządzenia.
- To Łukasz – rzuciła nieco zdziwiona, a następnie przyjęła połączenie. – Cześć, kochanie! – powiedziała radosnym tonem. Przez chwilę milczała, słuchając słów narzeczonego, po czym odparła: – Dobrze, nie mogę się doczekać. Ja też cię kocham, pa – uśmiechnęła się szeroko, po czym zakończyła rozmowę naciskając czerwoną słuchawkę.
Maciek oparł się o futrynę nonszalancko.
- Co jest? – zapytał jakby od niechcenia.
Julka wstała z kanapy.
- Łukasz tu jedzie – powiedziała ruszając w stronę Maćka.
- A ty dokąd? – zdziwił się chłopak.
Rzuciła mu zdziwione spojrzenie.
- Muszę się przebrać, nie widzieliśmy się dwa miesiące! – oznajmiła, jakby sam miał z tego wyciągnąć wnioski.
Chłopak objął ją ramieniem.
- On cię kocha, siostrzyczko. Zależy mu na tobie, a nie na tym, jak wyglądasz. Nawet jeśli jesteś w schodzonych dresach – powiedział z uśmiechem.
Brunetka oparła głowę o ramię brata, wydymając wargi.
- Może masz rację… – bąknęła nieprzekonana.
Maciek prychnął głośno.
- Chyba? Oczywiście, że mam rację! – udał oburzenie. – Kamil! – zwrócił uwagę błękitnookiego. – Przyznasz sam, że to widać, prawda?
Julii serce zabiło dwa razy szybciej. Zawsze denerwowała się w takich sytuacjach, ponieważ nie wiedziała, co myśli na ten temat Bednarski. Bała się go ranić, ale nie mogła udawać, że nie kocha Łukasza. Kochała ich obu, choć na dwa różne sposoby.
- Niestety – westchnął trzydziestopięciolatek – on ma rację. – Wzruszył ramionami. – Musisz się jakoś pogodzić z tą bezgraniczną miłością – powiedział, po czym uśmiechnął się szeroko i razem się zaśmiali.
Julka spojrzała mu prosto w oczy. Nie mogła pojąć, jak dużo silnej woli ma w sobie Kamil. Wiedziała doskonale, że nie jest mu obojętna, a on wiedział, że w momencie złożenia przysięgi, straci możliwość na bycie z nią. Mimo to, zachowywał niemalże stoicki spokój, jedynie czasem milcząc w pewnych kwestiach. Nie potrafił odmówić jej czegokolwiek, a poza tym… Nie potrafił żyć bez jej widoku, śmiechu i dźwięku głosu. Wystarczało mu to, że czasem po prostu byli ze sobą w jednym pokoju, a on mógł bez żadnych konsekwencji oddychać jej zapachem, słuchać bicia jej serca czy głębokich oddechów.
- Mówisz tak tylko po to, żebym nie szła na górę i żebyśmy mogli kontynuować naszą rozmowę – drażniła się z nim.
Kamil zmrużył oczy.
- Jak ty to robisz, że zawsze potrafisz mnie rozszyfrować? – powiedział niskim, niby nieufnym, tonem.
Dziewczyna beztrosko wzruszyła ramionami.
- Po prostu mam w sobie geny Sherlocka Holmesa, prawda, Maciuś? – objęła brata w pasie jedną ręką.
- Nie zgodziłbym się, gdyby ktoś spytał mnie o zdanie – z kuchni dobiegł ich głos papy Kota.
Wszyscy roześmiali się wspólnie, następnie Maciek poszedł na górę, a Julia wróciła na swoje miejsce na kanapie. Nim się zorientowała, Łukasz już był na miejscu.
- Dobry wieczór – przywitał wszystkich od progu, zdjął buty i wszedł do salonu. – Cześć – uśmiechnął się od razu, jego oczy zabłysnęły na widok narzeczonej. Podszedł od tyłu do kanapy i pocałował ją delikatnie w policzek.
- Tęskniłam – powiedziała uśmiechając się na tę pieszczotę.
- Uwierz, ja też – poprawił kosmyk włosów dziewczyny. – Cześć, Kamil – wystawił rękę na powitanie.
Trzydziestopięciolatek uścisnął ją, delikatnie potrząsając.
- To ja dopiję herbatę i  będę się zbierać – powiedział. – Dawno się nie widzieliście, pewnie chcecie pobyć sami – dodał, jakby na usprawiedliwienie.
- Daj spokój, przecież możemy pogadać we troje – uznał Łukasz, rozpinając kurtkę.
- Pewnie, że tak – zgodziła się od razu trzydziestolatka.
Kamil spojrzał na nich z ukosa.
- Nie, nie, pobądźcie trochę razem. Należy wam się – uśmiechnął się, odstawił kubek na ławę, wstał, uścisnął delikatnie bark brunetki, po czym wyszedł, żegnając się z wszystkimi głośnym „dobrej nocy”.
Chwilowo zapanowała cisza, którą przerwał głos czterdziestolatka.
- Żal mi go – powiedział cicho. Julia spojrzała na niego, ze zdziwieniem marszcząc czoło. – No co? Przecież widzę, jak na ciebie patrzy – wyjaśnił.
Julka spuściła głowę.
- Wiem, co czuje, ale wybrałam ciebie – wyznała.
- Ale nie potrafisz być na to obojętna, prawda? – rzucił jej spojrzenie, czekając, aż podniesie wzrok. Ale ona nie podniosła głowy, ani nie odpowiedziała. Milczenie więc uznał za przytaknięcie. – Nie jestem o to zły – powiedział spokojnie. – Cieszę się, że masz kogoś, kto zawsze jest przy tobie. Zastępuje ci mnie, ale to w porządku. Nie oszukujmy się, jestem od ciebie starzy, nie będę żył wiecznie – powiedział cicho, mierząc się z rzeczywistością.
- Nawet tak nie mów – zganiła go od razu.
- Ale to prawda! – oburzył się.
- Możemy o tym nie rozmawiać? Nie teraz! – podniosła głos. Schwyciła jego dłoń, by zwrócić na siebie uwagę. – Jeszcze nie zdążyliśmy wziąć ślubu. Kocham cię, jeśli to chciałeś usłyszeć. Kocham cię i chcę spędzić z tobą tyle, ile będzie to możliwe, ale, na miłość boską, nie mówmy teraz o śmierci – poprosiła.
Łukasz skinął głową.
- Masz rację – ściągnął wargi w wąską kreskę, a po chwili milczenia zagaił. – Może chcesz mi opowiedzieć, co się tu działo pod moją nieobecność? – zaproponował.
- A co chcesz dokładnie wiedzieć? – zaśmiała się uroczo.
- Wszystko – posłał jej uśmiech.

17 listopada 2017r.
Julka poprawiła czapkę na głowie, gdy tylko wysunęła się z ramion Łukasza. Chciała nacieszyć się nim dopóki był w Polsce. Doskonale wiedzieli, że w sezonie ponownie czeka ich rozstanie. Myśl, że na następne spotkanie będzie czekać miesiącami wcale nie poprawiała jej humoru, jednak cieszyła się chwilą. Jeszcze tej samej nocy Łukasz wraz ze swoją kadrą mieli pociąg do Warszawy, skąd samolotem lecieli do Włoch. Jula źle spała, całą noc martwiąc się o narzeczonego, więc gdy w końcu dostała wiadomość, że dotarli na miejsce bezpiecznie, odetchnęła z wielką ulgą i poszła zrobić sobie kawę.

26 stycznia 2018r.
- SKOKI, SKOKI W ZAKOPANEM! KAŻDY BUŁKĘ JE Z BANANEM! – Kuba tanecznym krokiem przeszedł przez salon z dwoma kubkami gorącej herbaty i podał je bratu i Piotrkowi, który zawtórował mu śmiechem.
- Kubuś, ja cię proszę, kromka do rączki i amciaj – powiedziała Asia gładząc się po ogromnym brzuchu.
- Ala powinna się już urodzić, żebyś miała kogo wychowywać – skomentował, ale i tak wykonał polecenie żony.
- Mam męża do wychowania, dziecko to będzie bułka z masłem – odpowiedziała dziewczyna.
- No kocham te wasze dojrzałe rozmowy – wtrąciła Julia.
Asia spojrzała na nią z ukosa.
- Powinnaś wiedzieć, że z nim to się na poważnie raczej nie da – powiedziała tylko po czym skrzywiła się nagle.
- Wszystko w porządku? – Maciek ściągnął brwi i zmarszczył lekko czoło.
- Tak, tak – stęknęła. – Ja chyba tylko… – spróbowała ponownie nabrać powietrza. – Chyba zaczęłam rodzić – jęknęła nagle.
Wszyscy jak jeden mąż zerwali się z miejsc.
- Mamo, tato, Asia rodzi! – wrzasnął pobladły Kuba.
- No, to pijemy – wtrącił Żyła pocierając ochoczo dłonie.
- Maciek ma jutro drużynówkę – przypomniała Julka, pomagając bratowej wstać z kanapy.
- No to Maciek nie pije, a ja z Kubą sobie dziabniemy pępkowe – Piotrek wzruszył ramionami.
- Kuba powinien jechać z żoną do szpitala, ciebie nie było przy żonie, jak rodziła? – Julka rzuciła mu wymowne spojrzenie.
- Przy pierwszym porodzie to nie, bo mnie teść uspokajać chciał, tośmy się trochu napili i od razu lepiej było – wyjaśnił.
- O matko – westchnęła Julka, przekazując ramię Asi swojej mamie, a sama poszła po płaszcz blondynki.
- Kochanie, oddychaj głęboko – ocknął się Kuba i podszedł do żony z butami, po czym klęknął przed nią i zaczął zakładać je na stopy Joasi.
Wszyscy zaczęli się ubierać, szykować samochód, panikować i oddychać z Joasią dla uspokojenia, co tylko ją rozzłościło. Maciek przyglądał się rodzinie nie wiedząc czy powinien jechać czy zostać, ostatecznie postanowił zostać w domu. Gdy wreszcie wszyscy odjechali do szpitala, Piotrek stanął obok Maćka w przedpokoju i wbijając dłonie w kieszenie powiedział:
- No, to nie pijemy.

* * * * *
Maciek nie spał całą noc zmartwiony tym, że nie ma go przy rodzinie, kiedy go potrzebują, więc rano i tak był nie wyspany. Gdy niedługo po świcie zszedł do kuchni pierwsze co zrobił, to nastawienie wody na kawę. Czuł się zmęczony, ale wziął się za robienie śniadania. Rodzice wrócili niedługo po jego obudzeniu, jednak skierowali się prosto na górę, nawet nie zauważając, że ich syn siedzi w kuchni. Dopiero po powrocie Julki chłopak dowiedział się o tym, że stał się wujkiem małej, uroczej, czerwonej i zapuchniętej Alicji. Ta informacja wystarczająco go pocieszyła.

28 stycznia 2018r.

Maciek przywitał Julkę całusem w czubek głowy. Dziewczyna kończyła pić herbatę zawinięta w gruby szlafrok. Chłopak po przebudzeniu wziął prysznic i na śniadanie zszedł już ubrany. Choć była już dziesiąta, Julka stwierdziła, że boli ją głowa i poszła do siebie, zostawiając brata samego w kuchni. Akurat smarował bułkę masłem, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. W pierwszej chwili chłopak się zdziwił, ale po usłyszeniu odgłosu po raz kolejny, postanowił otworzyć. Nie wiedział, kogo powinien się spodziewać o tej porze, więc po otwarciu zupełnie zastygł.
Błękitne oczy podniosły się na niego powoli. Na otaczających je rzęsach było zdecydowanie mniej tuszu niż zwykle, a cała twarz była tylko lekko przyprószona pudrem. Usta dziewczyny błyszczały od nałożonej na nie wazeliny lub pomadki chroniącej na jej bazie. Ciemne włosy ukryte były pod wełnianą, szarą czapką z pomponem na czubku. Praktycznie nie poznawał dziewczyny, która przed nim stała. Ale jednego nie mógł jej odmówić, wyglądała pięknie.
Brunetka zamrugała dwa razy, jej uśmiech przygasł odrobinę w niezręcznej sytuacji, lecz nadal ukazywał białe zęby.
- Cześć – powiedziała jakby niepewnie, z lekkim drżeniem w głosie, jednak cały czas utrzymywała kontakt wzrokowy. Chłopak przerwał go, by spojrzeć na to, co trzymała w ręce, ale chwilę później wrócił spojrzeniem do jej jasnych oczu. – Jest Julka? – zapytała dziewczyna.
Maciek przełkną ślinę.
- Jest. Ale boli ją głowa, więc się położyła – dodał szybko. Głos miał niski, a w gardle zrobiło się sucho, jak na pustyni. – Co ty tutaj robisz? – zdziwił się.
Dziewczyna przeniosła ciężar ciała na drugą nogę.
- Przyszłam do Julki, byłyśmy umówione na spacer – wyjaśniła, spuszczając wzrok.
- Przecież się nienawidziłyście! – oburzył się chłopak.
- Proszę, nie krzycz. Mały się wystraszy – poprawiła nosidełko na przedramieniu.
- Co? – utracił oddech.
- To jest Norbert – pokazała chłopca Maćkowi. – Mój synek. Przyszłam do twojej siostry, bo od czasu porodu spotykamy się na spacery. Pokochała dzięki temu Norberta, ale przez cały ten czas nie udało mi się namówić jej, żebym mogła się z tobą spotkać – wyjaśniła.
- Spotykasz się po kryjomu z moją siostrą? – zmarszczył czoło.
- Tak, ale skoro już się spotkaliśmy… Chciałabym, żebyś wiedział, że żałuje tamtej zdrady, nie sprawdzałam czyim dzieckiem jest Norbert, ale teraz to i tak bez znaczenia. Chciałabym także, żebyś wiedział, że wciąż cię kocham i pewnie szybko mi nie przejdzie, dlatego chciałam się z tobą spotkać i powiedzieć ci to wszystko. Mam nadzieję, że będziesz chciał go bliżej poznać, a między nami zostaną przynajmniej koleżeńskie kontakty – powiedziała powoli, jakby w trakcie mówienia zastanawiała się nad każdym słowem, ważyła je, następnie układając w zdania.
Maciek spuścił głowę i przez jakiś czas stał w takiej pozycji, myśląc nad tym, co usłyszał. W końcu otworzył drzwi szerzej, cofnął się w drzwiach.
- Wejdźcie, zanim oboje zmarzniecie i się przeziębicie – powiedział.
Potem zaprosił ją do salonu, gdzie zaczęli rozmawiać. Z początku szło im raczej opornie, a dialog przerywały długie przerwy, w których brzmiała jedynie cisza. Później wszystko nabrało jakiegoś tempa, a po skończonej rozmowie Maciek cieszył się, że miała ona miejsce.
- Nie sądziłem, że to powiem, ale cieszę się z waszej wizyty – powiedział, delikatnie kołysząc nosidełko z chłopcem.
Dwudziestokilkulatek nie był pewien czy to wyobraźnia płata mu figle, czy dziecko naprawdę miała nos podobny do jego. Cieszył się, gdy dowiedział się o ciąży Agnieszki, ale teraz wszystko się zmieniło. Lewkowicz go zdradziła i, bez względu na to, jak wielkim uczuciem ją darzył, nie mógł jej tego tak po prostu wybaczyć. Zraniła go głębiej, niż przypuszczał, ale patrząc na twarz chłopca widział podobieństwo do siebie oraz widział nadzieję, że, być może, wszystko się jeszcze ułoży.
- Ja także się z niej cieszę – przyznała Lewkowicz. – Mogę liczyć na powtórkę? – spojrzała na jego twarz, ale Kot nie podniósł wzroku z malca.
- Myślę, że to będzie kiedyś możliwe, ale jeszcze nie teraz – dopiero po tych słowach spojrzał na rozmówczynię. – Teraz musze to wszystko przemyśleć, popracować nad formą i odciąć się od wszystkich toksycznych sytuacji. Ale chciałbym jeszcze spotkać się z Norbertem, wydaje się całkiem przyjaznym gościem – uśmiechnął się blado. – Czuję, że ten pociąg jedzie w dobrą stronę i oby tak dalej – dodał.

Lewkowicz przechyliła głowę na bok, starając się powstrzymać pieczenie oczu i drżenie brody oraz jak najbardziej zapamiętać ten moment i widok. Maciek zapatrzony w jej pięciomiesięcznego syna, to było coś, czego potrzebowała od dłuższego czasu.

=====================================================
Wróciłam!
Ale się cieszę, że w końcu się tu coś pojawia. Mam nadzieję, że Maciek poczuje się uleczony, bo ostatnio jak na niego patrzę to mi po głowie chodzi tylko "błagam, napraw mnie...". I tak...
Mam nadzieję, że rozdział się spodobał i że w ogóle ktoś tu jeszcze ze mną jest.
Co do mojej książki to najprościej będzie, gdy zaproszę was na fanpage na Facebook'u, a znajdziecie go >TUTAJ<. Znajdziecie tam zwiastun książki, cytaty z niej i link do Lubimyczytac.pl.
Miłego dnia!